Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi storm z miasteczka Ożarów Mazowiecki. Mam przejechane 57655.94 kilometrów w tym 214.70 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 21.31 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Nie mam rowerów...

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy storm.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 104.53km
  • Czas 05:36
  • VAVG 18.67km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Brevet Pomiechówek 200km

Niedziela, 23 kwietnia 2017 · dodano: 23.04.2017 | Komentarze 0

Pomiechówek i okolice
AVG: 18.62 km/h
MAX: 41.38 km/h
CAD: 59

To nie był dobry pomył ale w zasadzie to lepszego nie było. Stanąłem na starcie mając za sobą w tym roku "asz" 90 kilometrów. 90. To nie pomyłka, nie 900, ani tym bardziej 9.000km - ale raptem 90. Wiedziałem, że będzie ciężko, że będzie się jechało "tak sobie", że nie będzie poweru w nogach, ale skoro już sobie obiecałem to plan trzeba zrealizować. A przynajmniej spróbować.
Spróbowałem. Pierwsze kilka kilometrów było... dziwnych. Nie jechało mi sie najlepiej, wyglądało to tak jakby nogi na nowo uczyły się kręcić pedałami. Nie dziwiłem się im - w końcu ostatni raz na rowerze były hmm, teges... miesiąc wcześniej! A tu nagle ktoś wymaga od nich zapitalania. Dodatkowo - zimno i jeszcze ten paskudny silny wiatr. Jechało się strasznie, no ale jak się powiedziało a, to trzeba spróbować powiedzieć b. W ten sposób dociągnąłem do Cegielni Psuckiej a potem do Zapiecków, gdzie włączyłem sobie muzyczkę i na niej się skupiłem. To był dobry pomysł, jechało się milej, mimo iż już nie było słońca, zrobiło się tak sobie szarawo i nieciekawie. Ale przez moment miałem z wiatrem więc pojawiła się jakaś nadzieja, która zniknęła kiedy skierowałem się na drogę do Winnicy. Po prostu... Zimny wiatr wyciągał ze mnie siłę wraz z pagóreczkami jakby we mnie nic nie było. Kiedy na moment stanąłem na małego krzaczka, moje nogi były jak z waty. Organizm ciągnął - ale bardzo blisko poziomu "low power" albo już na nim. Wyciągałem z siebie wszystko co mogłem, aby jechać dalej. Kiedy wreszcie w Winnicy wyjechałem na drogę do Pułtuska już byłem pewien, że idzie mi to marnie, znacznie gorzej niż rok wcześniej. Na szczęście wiatr miałem tym razem z boku, więc ciągnąłem ile mogłem, ale niestety nie byłem w stanie przekroczyć przelotowej 25 km/h. Ledwo co 22-23... Z wiatrem chwilami dociągałem do 28, szczytowo z pagórków 33-7. Marnie. W Pułtusku spotkałem się z Organizatorami, obiecałem kontynuować walkę z przeciwnościami losu i wszedłem na stację po pieczątkę. Zeżarłem hotdoga, a mój organizm powiedział po nim: "jeszcze!". Dorzuciłem mu kanapkę, niech ma, niech się szykuje na walkę. A co on na to? "Siedź, nigdzie nie idziemy". O nie, ja tak siedzieć nie mogę. Wyszedłem, na rower wsiadłem i poleciałem dalej. Akurat miałem z wiatrem więc widziałem na liczniku "swoje" 24-25 km/h. Niestety w międzyczasie spadła mi opaska z prawej nogawki i musiałem się po nią wrócić kilkaset metrów i wtedy zobaczyłem jak to jest jechać pod wiatr - jak będzie w drodze z Łochowa z powrotem. czyli 12-13 km/h. A zmęczenie będzie na pewno większe. A już wtedy było cienko, nie miałem skąd brać energii mimo podawania pepsi od samego początku. Dlatego mimo iż nie chciałem i walczyłem sam z sobą - zrezygnowałem. Z powrotem do Pułtuska i dalej tą samą drogą bezpośrednio do Nasielska, co by skrócić powrót do Pomiechówka. I ta droga naprawdę dała mi w kość, ta walka z wiatrem. Bo pagórki da się pokonać. Ale zimnego wiatru - nie. Ostatnie kilka kilometrów było super - zero wiatru wmordewind, nieco jakby ciepławiej no i oczywiście z górki ;) .
Ale potem zacząłem odczuwać zmęczenie. Siedziałem, ale mój organizm nadawał się tylko do tego, aby go położyć i podrzemać.
Podsumowując... Cóż... Tak naprawdę najwięcej walki widać po jednej wartości jaką wpisałem na samym początku: CAD. 59... Kiedy w seoznie jeździłem po mazowieckim miałem przeciętnie >67. Momentami 71 czy 72. A tu - 59. To znaczy, że nie jechałem kadencyjnie, starałem się jechać siłowo, a siły nie było więc ciągnąłem tymi pedałami dość wolno. Czyli tak naprawdę to ledwo co jechałem. No bo prędkosć 24-25 km/h to jest nic w sezonie. 21-22 to ja mam pod mocniejszy wiatr w sezonie. Pod górki trzymam 14-15. A nie 9-10. I z wiatrem bym miał >>30 a nie raptem 28.

A najlepsze w tym jest to, że już za miesiąc Kaszeberunda i ja nie wiem co tam będzie... Rzeźnia. W dodatku z DW212.





Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!